Od kilku lat trwają już, i mają się na ukończeniu, prace nad ustawą antydyskryminacyjną, która swym działaniem objęłaby również osoby niepełnosprawne. Ustawa ta wymagana jest przez prawo unijne i przypomnijmy, że Polska jest nawet pozwana przez Komisję Europejską do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z powodu niewdrożenia takiej ustawy w wymaganym terminie. Jednak rodzima ustawa antydyskryminacyjna znajduję się w ogniu krytyki z praktycznie każdej strony – nie podoba się zarówno organizacjom pozarządowym zajmującym się teamtyką dyskryminacji jak i środowiskom lewicowym czy kościelnym. Najbardziej ważkie argumenty dotyczą jej merytorycznego niedopracowania i niespójności z pozostałym polskim prawodawstwem. Najlepszym przykładem jest już sama podstawowa i najważniejsza definicja dyskryminacji, której rozbieżność z innymi definicjami (np. z kodeksu pracy) może prowadzić do rozbieżnych interpretacji prawnych. Mało tego, oponenci zwracają uwagę, że sama ustawa może być wręcz niezgodna z konstytucją, gdyż ta jasno mówi, że nikt nie może być dyskryminowany z jakiegokolwiek powodu. Ustawa zaś wymienia szczegółowo z jakich powodów nie można być dyskryminowanym, pomijając wiele istotnych (jak np. stan zdrowia czy poglądy polityczne).


