Ciekawy (i miejmy nadzieję pouczający) przykład happeningu odbył się ostatnimi dniami w Gdańsku. Z okazji Europejskiego Dnia Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych Urząd Miasta wysłał swoich wiceprezydentów i innych urzędników „na miasto” celem załatwienia kilku banalnych spraw. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że każda grupa była wyposażona w środki symulujące różne rodzaje niepełnosprawności. Wiceprezydent Wiesław Bielawski dostał specjalne czarne okulary, przez które nic nie widział, wiceprezydent Maciej Lisicki poruszał się na wózku, zaś trzecia grupa to byli niesłyszący z tłumaczem języka migowego. Jak się okazało, najtrudniej miał „niewidomy” prezydent, gdyż nie udało mu się ani zarejestrować jako bezrobotny, ani nawet założyć konta w banku. Urzędnicy nie znali przepisów i nie zezwalali na składanie podpisów przez osobę niewidomą. Pracownik banku, nawet mimo konsultacji z centralą, nie był w stanie powiedzieć, czy może uznać podpis niewidomej osoby. Miejmy nadzieje, że włodarze miasta Gdańsk po tej niezwykle cennej lekcji będą jeszcze dokładniej znać codzienne problemy osób niepełnosprawnych.


