Bardzo nieprzyjemna sytuacja spotkała Pana Kazimierza Sudera, 52-letniego emerytowanego górnika, inwalidę z Krakowa. Pan Suder dostarcza obwarzanki do jednej ze sprzedawczyń na ulicy Basztowej w Krakowie. Kobieta zadzwoniła do niego, że popsuł jej się wózek. Pan Kazimierz wziął niezbędne narzędzia, w tym młotek i pojechał na miejsce. Okazało się, że znalazł się tam również pijany mąż handlarki. Zachowywał się agresywnie i w pewnym momencie zaatakował kobietę. Pan Kazimierz, nie bacząc na swoją niepełnosprawność (posiada protezę jednej nogi), rzucił się w jej obronie na napastnika. Agresywny małżonek odepchnął go, proteza nogi odpadła i Pan Kazimierz znalazł się na ziemi, gdzie był bity i kopany. Doczołgał się do swojej protezy i nią zaczął się bronić. Po chwili przypomniał sobie, że ma również młotek i uderzając nim wybił napastnikowi dwa zęby. Na szczęście ktoś zaalarmował policję, która zjawiła się po chwili i rozdzieliła walczących. Po pewnym czasie, do Pana Kazimierza wpłynęło pismo z prokuratury, że wystosowano wobec niego postępowanie, w którym jest oskarżony o przekroczenie granicy obrony koniecznej. Zrozpaczony inwalida mówi, że grozi mu kara za pomoc kobiecie i próbę ratowania własnego życia gdy był kopany leżąc bez nogi na ziemi. Tym bardziej jest przerażony całą sytuacją, gdyż wszystko widzieli ludzie z pobliskiego przystanku autobusowego i nikt nie ruszył na pomoc ani kobiecie, ani bitemu inwalidzie. Wszelki dodatkowy komentarz do tej niezwykle bulwersującej sprawy jest zbędny. Wstyd tylko, że żyjemy w kraju z takim społeczeństwem i z taką prokuraturą.


